kalimah.top
a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x y z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 #

augustyn kennedy - marana tha كلمات أغنية

Loading...

[zwrotka 1: augustyn kennedy]
bardzo fajnie to, że macie te rodziny, dzieci
siedzę sobie sam na chacie i tonę w depresji
właśnie wróciłem z apteki po dwunastu godzinach
były tak długie kolejki, nie mam siły i zdycham
ta praca mnie wyniszcza — nienawidzę ludzi
jakiś debil mi ubliża, bo tylu insulin
nie mogłem przepuścić, za darmo wydać
no bo lekarz musi na recepcie dać ryczałt
do doktora weź idź, pan, robić te awantury
bo mi się chce już rzygać na was, głupie wy kurwy
rano mnie budzik obudził, siedzę tutaj pół doby
narzeczona nie da buzi, bo odeszła tej nocy
jestem głodny, ledwo stoję na nogach
a potrzeba mi forsy, nie uciekam z kołchoza
a gdzie teraz jest ona? pewnie mieszka u matki
pierścionek mi został, szklanka w śladach pomadki

[refren: wektor]
naśladuję chrystusa pana, ach (naśladuję go)
pływam na morzu łez, pływam na morzu łez
marana tha, marana tha, marana tha, marana tha
marana tha, marana tha, oj

[zwrotka 2: augustyn kennedy]
nie dam rady opisać tego, ile przeszedłem
piszę jak dramatopisarz, a nie jestem hamletem
tworzę swoją legendę — moje „być albo nie być”
muszę zgarnąć tę pengę, stać się wielki jak szekspir
myślę stale o śmierci przez poranek i wieczór
nie działają tabletki na tłumienie tych lęków
dosyć mam leków, szewc chodzi bez butów
ktoś donosi na kolegów, robi screeny z facebooków
chciała zrobić mi kuku jakaś kurwa jebana
ja na dywaniku tfu_tfu w tego pedała
czy ty do mnie coś gadasz? że mi czegoś nie wolno?
twoja fota półnaga — sam wrzucałeś ją, mordo
więc nie wychodź mi z mordą, bo ja jestem artystą
nie ma ciebie w gejp_rno, moje słowa są fikcją
tak, jak w sumie to wszystko, to wszystko solipsyzm
nie jesteś sofistą, byś pouczać mógł innych (tfu)
[refren: wektor]
naśladuję chrystusa pana, ach (naśladuję go)
pływam na morzu łez, pływam na morzu łez
marana tha, marana tha, marana tha, marana tha
marana tha, marana tha, oj

[zwrotka 3: augustyn kennedy]
zanim kiedykolwiek będzie mnie ktoś oceniał
niech wie, że mój koniec to początek istnienia
może mnie już tu nie ma, słuchasz głosu martwego
ja się wcale nie żegnam, twardy bardzo jest beton
zawsze byłem jak dziecko, co pragnęło miłości
całe życie tak żebrząc o tych parę jej kropli
sama skóra i kości mi zostały rzucone
byłem w tej patologii — wojna za rubikonem
wojna o te pieniądze, o tę sławę, karierę
o to, żeby mój tato został mym przyjacielem
żeby wiedział, że wierzę, że dam radę w tym życiu
że chcę dać mu najwięcej, by prowadził go chrystus
żeby mama tych plików z kasą miała najwięcej
bardzo kocha was synuś, ale dzisiaj odejdę
nie mam siły na więcej, z narzeczoną w tym bagnie
ona mówi, że zdechnę sam na starość w nieszawie

كلمات أغنية عشوائية

كلمات الأغنية الشائعة حالياً

Loading...